Lamborghini z modelami serii 350
i 400 miało mocne wejście
na rynek samochodów sportowych. Prawdziwe trzęsienie ziemi
miało jednak dopiero nastąpić. W listopadzie 1965 podczas
salonu w Turynie na stoisku Lamborghini znalazła się…. rama
samochodu z zawieszeniem, kołami i silnikiem. Niby nic niezwykłego,
a jednak wszyscy zwrócili uwagę na położenie jednostki napędowej.
Silnik V12 zamontowano centralnie, tuż przed tylną osią. Było
to rozwiązanie do tej pory zarezerwowane tylko i wyłącznie
dla wyścigówek. Już wtedy trwały prace nad nadwoziem i wnętrzem
samochodu, które zakończyły się już na początku 1966 roku.
Inspiracją dla inżynierów Lambo był Ford GT40, siejący postrach
na torach wyścigowych całego świata.
Prezentacja gotowego, a raczej prawie gotowego samochodu odbyła
się podczas Salonu Samochodowego w Genewie w marcu 1966. Pojazd
wzbudził furorę, tak wielką, że zawstydzony Enzo Ferrari pospiesznie
opuścił halę wystawową.
Pojazd nazwano Miura, na cześć znanego torreadora Antonio
Miura. To pierwsze Lamborghini z nazwą związaną z bykiem.
Niestety samochód projektowano w wielkim pośpiechu co pociąga
za sobą szereg niedoróbek, sukcesywnie poprawianych w czasie
produkcji. Wystawiony w Genewie egzemplarz w ogóle nie nadawał
się do produkcji. Po nim powstały jeszcze 3 prototypy i dopiero
w grudniu 1966 pierwszy egzemplarz trafił do klienta. Miura
podbiła serca możnych tamtych czasów.
Pojazd został zbudowany w oparciu o ramę, spawaną ze stalowej
blachy o grubości 0,9 mm. Przednią i tylną część karoserii
wykonano z lekkiego aluminium, a dach oraz drzwi ze stali.
Prowadzenie ułatwiało w pełni niezależne zawieszenie z drążkami
stabilizacyjnymi. Za zatrzymywanie odpowiadały hamulce tarczowe,
nie wentylowane.
Projekt nadwozia zlecono firmie Bertone. Początkowo projektowaniem
Miury zajął się Giorgetto Giugiaro, który stworzył projekt
opływowej, niskiej maszyny z unoszonymi drzwiami. Niestety
projektant wkrótce zrezygnował z pracy dla Bertone a jego
miejsce zajął wówczas 22 letni Marcello Gandini. Młody geniusz
przetworzył projekt Gugiaro tworząc, według wielu najpiękniejszy
samochód sportowy świata. Niezwykle nowatorska, niska i smukła
karoseria jest często porównywana do ciała pięknej kobiety.
To wrażenie potęgują rzęsy wokół przednich, unoszonych świateł.
Jednocześnie wóz epatuje siłą. Ciekawym elementem są drzwi,
które po otwarciu wyglądają jak rogi byka. Miura P400 posiadała
czarne obramówki wokół szyb i reflektorów, które w późniejszych
modelach zastąpiono chromowanymi.
Wnętrze prezentuje się okazale, jednak cały efekt psują niedoróbki,
które stopniowo poprawiano. Przed oczami kierowcy znajdują
się prędkościomierz i obrotomierz, pozostałe 6 wskaźników
powędrowało na pochyłą konsolę środkową. Przyciski zamontowano
na podsufitce. Początkowo w Miurze montowano drewnianą kierownicę,
która jednak była zbyt śliska i wkrótce zastąpiono ją skórzaną.
Podczas produkcji modelu P400 zmieniono także kształt boczków
drzwiowych i zamontowano uchwyt dla pasażera. Niestety wnętrze
nie było zbyt przestronne, ale czego można oczekiwać po aucie
o wysokości 105 cm?. Dodatkowo w początkowych modelach siedzenia
z dosyć krótkimi oparciami w ogóle nie były wyposażane w zagłówki.
Pasażerowie byli oddzieleni od silnika jedynie cienką płyta
z plexiglasu. Efekt jest łatwy do przewidzenia. Smród benzyny,
hałas no i oczywiście gorąco. Jadąc Miurą człowiek czuje się,
jakby stał tuż obok płonącej stacji paliw.
Koniec narzekania. Czas otworzyć maskę. Tutaj przyda się czyjaś
pomoc, aby dostać się do silnika należy jednocześnie pociągnąć
2 dźwignie znajdujące się po dwóch stronach kabiny. Za plecami
pasażerów zamontowano widlasty, dwunastocylindrowy silnik
o pojemności 4 litrów, który znajdziemy we wszystkich Lambo
z lat 1966-76. Nie ma w nim żadnej elektroniki, za to są 4
wałki rozrządu napędzane łańcuchami, 24 zawory i 4 gaźniki.
350 koni mechanicznych zapewniało rewelacyjne osiągi. Motor
sprzęgnięto z 5-biegową skrzynią. Dla oszczędności miejsca
połączono systemy olejowe skrzyni i silnika, co z pewnością
nie wpływa pozytywnie na żywotność. Napęd oczywiście na tył.
Takie usytuowanie silnika wymusiło przeniesienie zbiornika
paliwa na przód auta. W miarę ubywania paliwa przednie koła
stawały się coraz mniej dociążone, zmieniając charakterystykę
prowadzenia. Ogólnie Miurą nie jeździło się łatwo. Pojazd
nie był testowany w tunelu aerodynamicznym. Przy dużych prędkościach
Miura stawała się niestabilna, Kto jednak umiał to opanować
miał zapewnione wspaniałe wrażenia z jazdy.
Miura to iście ognisty wóz, w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Często zdarzało się, że kropla paliwa upadła z gaźnika na
rozgrzany kolektor powodując zapłon. Zwykle taka sytuacja
nie była groźna, niemniej jednak kilka egzemplarzy poszło
z dymem.
Pojazd, pomimo wad odniósł spory sukces rynkowy. Po 3 latach
produkcji wprowadzona została ulepszona wersja P400
S.
|