Japończycy raczej nie są specjalistami w
dziedzinie samochodów sportowych. Jeden z pierwszych, czyli
Honda NSX powstał dopiero w 1990 roku. Niemal równolegle do
NSX próbowano wystartować z innym, zdecydowanie bardziej spektakularnym
superautem produkcji japońskiej opartym o europejską technologię,
a dokładnie mówiąc o podzespoły Lamborghini Countach'a. W
przeciwieństwie do NSX, która zrobiła wielką karierę, pojazd,
o którym mowa przepadł w czeluściach zapomnienia. Dlatego
tym bardziej warto go przypomnieć!
Pierwszym impulsem, który uruchomił ciąg zdarzeń prowadzących
do powstania tego auta był sen u 13-letniego Ryoji Yamazaki'ego.
Nastoletnie marzenie spełniać zaczęło się w roku 1989, w którym
41-letni wówczas Yamazaki założył własne studio Art &
Tech (wcześniej trudnił się między innymi importem aut z Europy
a także kształcił w Szkole Designu Tokio i pracował na Uniwersytecie
Kioto). Pierwsze dzieło Japończyka nie powstało jednak w macierzystym
kraju, ale w oddziale ulokowanym w jednym z najbardziej inspirujących
miast jeśli chodzi o tego typu działalność - w Turynie.
Samochód pokazano na salonie w Genewie w marcu 1991 roku z
zapowiedzią wejścia do limitowanej produkcji za dwa-trzy lata
w cenie... 1,6 milionów dolarów za sztukę! Yamazaki ochrzcił
swój projekt imieniem Sogna, które w języku włoskim oznacza
"marzenie senne". Dziś coupe może na takie marzenie
nie wygląda - czas zrobił swoje i doskonale widać, że pojazd
ma korzenie jeszcze w latach osiemdziesiątych. Przód i tył
wyglądają trochę jakby połączono dwa samochody, mniejszy wprasowany
w większy. Rozwiązanie takie pozwoliło na uzyskanie nie tylko
interesującego, ale niezwykle agresywnego wyglądu. Przód wygląda
jak łeb płaszczki. Zadziorny tył z podwójnymi, skośnymi oczami
straszy dodatkowo czterema rurami wydechowymi z wewnętrznym
okratowaniem pomalowanym na czerwono. Szklana kopuła zawieszona
na tyle miałaby spełniać rolę lusterka wstecznego a obraz
przekazywany byłby na przednią szybę poprzez wyświetlacz przezierny.
Całe sklepienie dachu to powierzchnia przeszklona, która równo
z linią drzwi przechodzi w metaliczną pokrywę silnika. Tylnej
szyby brak.
Podobnie jak w przypadku dawcy części czyli Countacha zastosowano
otwierane do góry drzwi. Dwuosobowy prototyp nie miał ukończonego
wnętrza, które Yamazaki zapowiadał jako unikalne na skalę
światową. Podobnie też miało być z poruszaniem się samochodem
- Sogna pozbawiona zbędnej elektroniki czy najnowszych zdobyczy
technologii miała tworzyć z kierowcą jedność, oferując przez
to niecodzienne doznania i niezwykłą przyjemność z jazdy.
Całe nadwozie wykonano z aluminium, natomiast elementy układu
napędowego pochodzą z Countacha LP500
QV.
Widlasta dwunastka o pojemności 5,2 litrów i mocy 455 koni
mechanicznych umieszczona centralnie miała pozwalać na prędkość
maksymalną co najmniej 300 km/h a wersja produkcyjna miałaby
poruszać się w okolicach nawet 325 km/h. Moc przenoszona była
poprzez ręczną skrzynię o pięciu przełożeniach na oś tylną.
W seryjnym egzemplarzu, oprócz motoru Lambo rozważano także
zastosowanie silników innych europejskich firm.
W pełni sprawny i ukończony prototyp miał pojawić się na niemieckich
targach w Essen w grudniu a pojazd miał być produkowany na
kontynencie europejskim. Pod uwagę brane były trzy kraje:
Włochy, Niemcy i Wielka Brytania. Sen nastolatka nie został
jednak całkowicie spełniony (Sogna powstała tylko w jednym
bądź dwóch, prototypowych egzemplarzach) a studio Art &
Tech pokazało jeszcze w tym samym roku futurystyczny koncept
4-miejscowego coupe Vera po czym większy słuch o nim zaginął...
Tekst: Przemysław Rosołowski - www.autogen.pl |